BITWA O TRON / Teatr Syrena w Warszawie

▪️ Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o nowej premierze Teatru Syrena to pomyślałam, że ktoś, a dokładnie Jacek Mikołajczyk - dyrektor artystyczny - oszalał.

Królowie elekcyjni biorący udział w musicalowym talent show? Historyczna „Eurowizja”? I jeszcze ten tytuł, co to mi się ciągle mylił z serialem. Nie, to się nie może udać.

I taka wypełniona niewiarą i nastawiona na „nie” poszłam do teatru i… bawiłam się tak doskonale, jak rzadko kiedy, a moje wrzaski, tupanie, klaskanie i growling w finale uważam za po prostu epickie!


Przyszedł zatem czas na to, by bycie niewierną Kingą odszczekać, co niniejszym czynię.

Teatrze Syrena, Panie Jacku: „Hau Hau” (i tylko mam nadzieję, żadnych rozbiorów to moje szczekanie nie wywoła…).


▪️ Ale zacznijmy od początku.

A na początku był chaos…ekhm…”Hamilton” czyli rapowana historia założyciela Stanów Zjednoczonych napisana przez złote dziecko Broadwayu czyli Lina-Manuela Mirandę. Ja za „Hamiltonem” nie przepadam, ale też i lojalnie przyznaję, że ten spektakl mnie pokonał językowo, bo ja - i owszem - angielski znam, ale nie na poziomie hip-hopowej melorecytacji w szybkości a’la ten człowiek, który podbija stawki na aukcji, dlatego synapsy w mózgu przegrzały mi się już w pierwszym akcie, przez co drugi oglądałam z poziomu niezbyt rozwiniętego bezkręgowca.

Potem było „Six”, czyli musicalowa historia girlsbandu, którego członkiniami jest sześć żon Henryka VIII.

I kiedy przyszła kolej na Polskę i tych ośmiu nieszczęśników elekcyjnych to obawa o to, że to będzie prawie „Six” (a wiemy już z reklam, że „prawie” robi różnice), albo coś jakby „Hamilton” (czyli takie trochę „Adidas” ze stadionu dziesięciolecia) była ogromna.

Tymczasem „𝘉𝘪𝘵𝘸𝘢 𝘰 𝘵𝘳𝘰𝘯” jest doskonale napisana i wcale nie chce być polskim odpowiednikiem czegoś, tylko pełnoprawnym, samodzielnym dziełem sztuki musicalowej, bez kompleksów i potrzeby porównywania się.


▪️ 𝘔𝘶𝘴𝘪𝘤𝘢𝘭𝘰𝘸𝘺 𝘵𝘢𝘭𝘦𝘯𝘵 𝘴𝘩𝘰𝘸 przedstawia nam po kolei sylwetki ośmiu królów elekcyjnych, a dokładniej oni sami się nam przedstawiają wykonując wyborne utwory biograficzne pełne humoru i smaczków, których próżno szukać w podręcznikach. Tu stawką jest tron Polski (oraz uznanie widowni) toteż kandydaci dwoją się i troją, by nam siebie podać w najbardziej atrakcyjnej formie, tańczą, przystrajają w piórka i błyskotki, puszczają oko i wysyłają całusy. I chociaż to przednia zabawa - daje do myślenia, bo przecież czyż elekcja nie była tym właśnie? Igrzyskami dla znudzonego ludu, który przede wszystkim chciał rozrywki? Kolorową paradą showmenów, którzy obiecywali, mamili i przekupywali? I czy to wszystko choć z zamierzchłej historii nie wydaje się znajome?

▪️ Ale, ale! Są i królowe, bo - jak dobrze wiemy - na kartach historii zapisani są królowie, ale to ich matki, żony i kochanki tę historię pisały.

I tak jest również w tym musicalu, w którym nasi bohaterowie muszą zyskać przychylność czterech kobiet, bez których historia Polski byłaby zupełnie inna, a i królowie najpewniej zagubieni.

Katarzyna Wielka, Maria Kazimiera zwana „Marysieńką”, Bona Sforza i Anna Wazówna.

To one stanowią ostre i krytyczne jury show, to one ustalają zasady, to one wyznaczają rytm. Tutaj - inaczej niż w historii - nie stoją w cieniu królów.

„𝘕𝘢𝘳𝘺𝘴𝘶𝘫𝘮𝘺 𝘯𝘰𝘸𝘺 𝘱𝘰𝘤𝘻𝘦𝘵, 𝘯𝘪𝘦𝘤𝘩 𝘬𝘰𝘭𝘰𝘳𝘢𝘮𝘪 𝘴𝘪𝘦 𝘮𝘪𝘦𝘯𝘪 𝘵𝘦𝘤𝘻. 𝘕𝘰𝘸𝘢 𝘴𝘵𝘺𝘭𝘰𝘸𝘢, 𝘮𝘢𝘬𝘦-𝘶𝘱, 𝘣𝘳𝘰𝘬𝘢𝘵 - 𝘯𝘪𝘦𝘤𝘩 𝘳𝘻𝘢𝘥𝘻𝘪 𝘬𝘢𝘥𝘻𝘪𝘦𝘭 𝘢𝘯𝘪𝘦 𝘮𝘪𝘦𝘤𝘻. 𝘖𝘣𝘳𝘢𝘻 𝘥𝘻𝘪𝘦𝘫𝘰𝘸 𝘤𝘻𝘢𝘴 𝘱𝘰𝘱𝘳𝘢𝘸𝘪𝘤, 𝘙𝘦𝘨𝘪𝘯𝘪𝘦 𝘮𝘪𝘦𝘫𝘴𝘤𝘢 𝘶𝘴𝘵𝘢𝘱𝘪 𝘙𝘦𝘹. 𝘒𝘳𝘰𝘭𝘰𝘸𝘦 𝘰𝘴𝘵𝘳𝘦 𝘫𝘢𝘬 𝘸𝘢𝘴𝘢𝘣𝘪…”


▪️ „𝘉𝘪𝘵𝘸𝘢 𝘰 𝘵𝘳𝘰𝘯” to poczet królów elekcyjnych, ale przede wszystkim rewia musicalowych głosów.

Łukasz Szczepanik, jako Henryk Walezy jest po prostu urzekający, uwodzi i kokietuje. Anna Terpiłowska, jako Stefan Batory (tak, tak…) doprowadziła mnie do ekstazy, bo utwór Batorego jest niezwykle klimatyczny i choć wspomina o wgryzaniu się jak wampir - pozostawia nas w poczuciu błogiego oczarowania. Maciej Dybowski czyli Zygmunt III Waza porywa nas w świat popu rodem ze Szwecji, choć moje pierwsze skojarzenie poleciało ku Eltonowi Johnowi (love!). Albert Osik bawi, jako Władysław IV Waza, a Przemysław Glapiński zachwyca głosem w utworze Jana Kazimierza Wazy. Niesamowitą sympatię budzi Michał Konarski jako Jan III Sobieski, a Agnieszka Rose, jako Poniatowski (znowu to zrobili!) przywodzi na myśl wszystkie te dworskie romanse pełne namiętności. Ale moim faworytem zdecydowanym jest August II Mocny i jego dualna osobowość uzewnętrzniająca się w utworze, który łączy w sobie siłę Rammsteina i delikatność menueta. Zdziwieni, że się da? Marcin Wortmann udowadnia, że tak!


W rolach wymagających królowych czadu na scenie dają Beatrycze Łukaszewska, Katarzyna Walczak, Magdalena Placek-Boryń i Marta Walesiak-Łabędzka.


Ale nie ma porządnego show bez odpowiedniego Hołowni i Prokopa (he he he) i i tutaj historia nie poskąpiła charakterów. W rolach prześmiewców, żartownisiów, ale jednak bardziej Stańczyków obsadzeni zostali jezuita Piotr Skarga ( Jacek Pluta) i paulin Augustyn Kordecki (Piotr Siejka) czyli mnisi operujący słowem, jak mało kto w ich czasach.


▪️ „𝘉𝘪𝘵𝘸𝘢 𝘰 𝘵𝘳𝘰𝘯” może i balansuje pomiędzy musicalem a kabaretem, może faktycznie zbliża się momentami niebezpiecznie do granicy dobrego smaku, ale ostatecznie sprawnie lawiruje pomiędzy humorem przaśnym, a inteligentnym serwując nam przy okazji dobro muzyczne, bo pod względem kompozycji to show jest ciekawe i nieoczywiste. Zdecydowanie nie uświadczymy tutaj dźwięków historii, a porwie nas czysta popowa mieszanka rozrywkowa. Tomasz Filipczak (autor muzyki) nie zawodzi ani na chwilę.


▪️ Tak, „𝘉𝘪𝘵𝘸𝘢 𝘰 𝘵𝘳𝘰𝘯” jest trochę kiczowata, momentami nawet bardzo (kostiumy Jacykowa to jest absolutna kakofonia stylów!) i nie każdemu takie gatunkowe rozpasanie przypadnie do gustu tym bardziej, że w polskiej podświadomości, a nawet chyba genotypie, uśpione jest przekonanie, że historia Polski to historia martyrologii i uszlachetniającego cierpienia, wobec czego prześmiewczy, a wręcz sarkastyczny ton produkcji może budzić sprzeciw i uwierać.

To nie jest typowe doświadczenie teatralne, ale - jeśli pozwolimy sobie na trochę luzu i puszczenie oczka do historii - może nas porwać, bo przecież w finale ostatecznie to my i nasz poziom zaangażowania pozwoli wybrać zwycięzcę.

Moim zdaniem warto!

▪️ Ps. „𝘉𝘪𝘵𝘸𝘢 𝘰 𝘵𝘳𝘰𝘯” to także pięknie wydany program w formie zalakowanego w iście królewskim stylu pakunku kryjącego nie tylko informacje o musicalu i jego twórcach, ale także notki o bohaterach show. Przydatne! A poza tym na stronie spektaklu www.bitwaotron.pl znajdziecie również interaktywną grę i sporo historycznych ciekawostek, co nadaje produkcji wymiaru edukacyjnego i to jest niezaprzeczalnie kolejny duży plus.





56 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie