BEETLEJUICE / Winter Garden Thatre w Nowym Jorku

„𝗕𝗲𝘁𝗲𝗹𝗴𝗲𝘂𝘀𝗲 (𝘼𝙡𝙛𝙖 𝙊𝙧𝙞𝙤𝙣𝙞𝙨) - 𝘤𝘻𝘦𝘳𝘸𝘰𝘯𝘺 𝘯𝘢𝘥𝘰𝘭𝘣𝘳𝘻𝘺𝘮 𝘸 𝘨𝘸𝘪𝘢𝘻𝘥𝘰𝘻𝘣𝘪𝘰𝘳𝘻𝘦 𝘖𝘳𝘪𝘰𝘯𝘢, 𝘥𝘻𝘪𝘦𝘸𝘪𝘢𝘵𝘢 𝘱𝘰𝘥 𝘸𝘻𝘨𝘭𝘦𝘥𝘦𝘮 𝘫𝘢𝘴𝘯𝘰𝘴𝘤𝘪 𝘨𝘸𝘪𝘢𝘻𝘥𝘢 𝘯𝘢 𝘯𝘰𝘤𝘯𝘺𝘮 𝘯𝘪𝘦𝘣𝘪𝘦. 𝘖𝘤𝘦𝘯𝘪𝘢 𝘴𝘪ę, 𝘻𝘦 𝘨𝘸𝘪𝘢𝘻𝘥𝘢 𝘵𝘢 𝘮𝘢 𝘰𝘣𝘦𝘤𝘯𝘪𝘦 𝘮𝘢𝘴𝘦 𝘳𝘰𝘸𝘯𝘢 15–20 𝘮𝘢𝘴 𝘚𝘭𝘰𝘯𝘤𝘢. 𝘈𝘴𝘵𝘳𝘰𝘯𝘰𝘮𝘰𝘸𝘪𝘦 𝘱𝘳𝘻𝘦𝘸𝘪𝘥𝘶𝘫𝘢, 𝘻𝘦 𝘻𝘯𝘢𝘫𝘥𝘶𝘫𝘢𝘤𝘢 𝘴𝘪ę 𝘱𝘳𝘻𝘺 𝘬𝘰𝘯𝘤𝘶 𝘦𝘸𝘰𝘭𝘶𝘤𝘫𝘪 𝘨𝘸𝘪𝘢𝘻𝘥𝘢 𝘸 𝘴𝘵𝘰𝘴𝘶𝘯𝘬𝘰𝘸𝘰 𝘯𝘪𝘦𝘥𝘢𝘭𝘦𝘬𝘪𝘦𝘫 𝘱𝘳𝘻𝘺𝘴𝘻ł𝘰𝘴𝘤𝘪 𝘸𝘺𝘣𝘶𝘤𝘩𝘯𝘪𝘦 𝘫𝘢𝘬𝘰 𝘴𝘶𝘱𝘦𝘳𝘯𝘰𝘸𝘢.”

To tyle jeśli chodzi o lekcję astronomii. Ale co do cholery ma wspólnego Betelgeza z „Sokiem z Żuka”?

Otóż niby niewiele, ale… Mało kto wie, że imię złośliwego bio-egzorcysty, który wygania żywych z domów umarłych (ze skutkiem raczej opłakanym) w filmie Tima Burtona z 1988 ma na imię Betelgeuse. Tadam! Otóż tak. Szok i niedowierzanie. Nasz ubrany w pasiasty garniturek przyjemniaczek z zaświatów nie może jednak wymawiać swojego imienia, a stara się bardzo namówić innych, by to robili. I tak właśnie powstaje szarada słowna Betelgeuse - > Beetlejuice. Dam Wam chwilę na przyswojenie tej myśli. . . . . . . Szalone lata osiemdziesiąte były piękne, bo - tutaj będzie niezbyt popularna opinia- miały gdzieś poprawność polityczną, nikt niczyich uczuć religijnych czy innych nie urażał, chociaż wszyscy urażali wszystkich. Było kiczowato, schizowo, a dzieło Tima Burtona miało szansę zawojować boxoffice, choć było jednocześnie i komedią, i horrorem, i sci-fi, i dramatem, i musicalem…a nie! Musicalem to akurat nie było. Musicalem to się dopiero stało w trzydzieste urodziny filmowego hitu z Michaelem Keatonem, jako tytułowym „Beetlejuicem”, młodziutką Winoną Ryder, jako Lydią, która wraz z ojcem i macochą wprowadza się do domu duchów Barbary (Gina Davis) i Adama (Alec Boldwin). "𝘏𝘰𝘸 𝘮𝘢𝘯𝘺 𝘱𝘦𝘰𝘱𝘭𝘦 𝘭𝘪𝘷𝘦 𝘩𝘦𝘳𝘦? - 𝘑𝘶𝘴𝘵 𝘮𝘦 - 𝘖𝘩𝘩, 𝘢𝘯𝘥 𝘺𝘰𝘶? - 𝘐 𝘥𝘰𝘯'𝘵 𝘭𝘪𝘷𝘦 𝘩𝘦𝘳𝘦, 𝘐'𝘮 𝘥𝘦𝘢𝘥!"

Muzykę i słowa do „Beetlejuice. The Musical. The Musical. The Musical” napisał australijski kompozytor i autor teksów, a także aktor Eddie Perfect, a za fabularna adaptacje odpowiada amerykański scenarzysta Scott Brown. Tchnęli Oni zupełnie nowe życie w to 𝘴𝘩𝘰𝘸 𝘢𝘣𝘰𝘶𝘵 𝘥𝘦𝘢𝘵𝘩. Po wielu miesiącach prób w National Theatre w Waszyngtonie „Sok z żuka” tanecznym krokiem wskoczył na Broadway i stał się absolutnym hitem.


Pomimo bycia broadwayowskim „bobasem” wpisał się w historię musicali wielkimi literami, a w całej Ameryce (i nie tylko) zaczęły powstawać masowo fankluby spektaklu. Odtwórca głównej roli - Alex Brightman - znany z wielu wspaniałych ról musicalowych - stał się niesamowitym ambasadorem przedstawienia i jednocześnie ulubieńcem publiczności. Historia nastoletniej Lydii przeżywającej smierć swojej Matki, wychodzi w musicalu zdecydowanie na pierwszy plan, a to przede wszystkim za sprawą doskonale skomponowanych i wybitnie wręcz wykonanych przez niespełna dwudziestoletnią Sophii Ann Caruso (zapamiętajcie to nazwisko!) utworów. W przeciwieństwie do wersji filmowej także tytułowy Beetlejuice (czy może jednak Betelgeuse?) ma czasu scenicznego znacznie więcej, a umiejętności wokalne Alexa Brightmana powodują, że pragnie się, by ze sceny nie schodził.

Cała obsada to najwyższy poziom nie tylko wokalny, ale także aktorski, co - zawsze podkreślam - nie jest takie oczywiste w musicalach. Jak przystało na Broadwayowską produkcję „Beetlejuice. The Musical. The Musical. The Musical” zachwyca scenografią. Odrobina tejże scenografii na ostatnich zdjęciach z Playbill i Wall Street Journal.

Ogromnie polecam Wam przesłuchać Oryginal Cast Recording (i zapamiętać, że na płyty z muzyką z musicalu teatralnego NIE WOLNO! mówić „Soundtrack”. Kiedy tak mówicie, gdzieś na świecie, jakiś musicalowy artysta dostaje czkawki na scenie…nieładnie, nieładnie…) i zapoznać się dokładnie z wszystkimi żartami padającymi w trakcie piosenek na scenie, bo podczas spektaklu może zdarzyć się tak, że niezwykle aktywna publika (często ta sama publika, która przyjeżdża na spektakl przebrana za bohaterów i zna każdy kawałek na pamięć!) może zagłuszyć Wam tekst. Nie wiem, czy to szaleństwo, które ja przeżyłam na Broadwayu niemal dokładnie dwa lata temu wynikało z okolic Halloween, czy ten spektakl ma taki wpływ na publikę zawsze, ale tak, jak się ludzie bawili wtedy - coś niesamowitego! Takich reakcji mogą śpiewanemu „Sokowi z żuka” pozazdrościć chyba wszystkie musicale świata.

Radość fanów i twórców z ogromnego sukcesu przerwała nieszczęsna pandemia. Wszystkich dobiła tez wiadomość, że „Beetlejuice” - pomimo niesamowitego nawet, jak na Broadway boxoffice’u - musi opuścić Winter Garden Theatre, bo na czas popandemiczny teatrem tym zawładnie nowa wersja „The Music Man” z Hugh Jackmanem. W międzyczasie pierwsza światowa adaptacja na licencji pojawiła się w Seulu. I, kiedy już całkiem straciliśmy nadzieję na kolejny show o śmierci, ogłoszono, że produkcja wraca na Broadway w kwietniu 2022, tym razem do Marquis Theatre.

I wiecie co? Będę tam! „𝘐'𝘮 𝘨𝘰𝘯𝘯𝘢 𝘨𝘰 𝘣𝘢𝘤𝘬 𝘩𝘰𝘮𝘦”




5 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie