top of page

Niepokojący wrzask lisa.

▪️ „2:22 A Ghost Story” to bardzo klasyczna opowieść o duchach oczywiście.

Tę klasyczność podkreśla nawet tytuł, który nie sili się na wyszukane metafory, tylko podaje nam w sumie to, co dostajemy na scenie - dwugodzinną podróż przez nawiedzony wieczór, którego kulminacja ma miejsce właśnie o 2:22.

Zero zaskoczenia?

Nie do końca.


▪️Owszem - zakończenie jest absolutnie oczywiste, kiedy się je już zna, aczkolwiek - jak mawia pewne przysłowie- „najciemniej pod latarnią”, więc i w ferworze walki z palpitacjami wywoływanymi przez efekty dźwiękowe, człowiek traci czujność. Choć  na pewno wprawny widz ma duże szanse domyślić się, gdzie jest duch pogrzebany.


▪️ „2:22 A Ghost Story” to historia jednej nocy. Młode małżeństwo, świeżo upieczeni rodzice, zapraszają do swojego nowego domu parę przyjaciół. Podczas kolacji Pani Domu odkrywa przed mężem i gośćmi swoją tajemnicę: od kilku nocy słyszy kroki w sypialni córeczki i przeszywający ją strachem płacz. Sceptycznego męża- naukowca, równie sceptyczną przyjaciółkę-psycholożkę oraz otwartego i pełnego wiary w zjawiska nadprzyrodzone partnera przyjaciółki pragnie przekonać do tego, że w domu dzieje się coś złego, przedłużając spotkanie do rzeczonej 2:22.

Podczas spotkania bohaterowie, a przede wszystkim widownia, muszą zmierzyć się z różnego rodzaju niepokojącymi zjawiskami oraz… wrzaskiem lisów.


▪️ No właśnie. Tak zwane jump-scares czyli nagłe, silne, głośne dźwięki w formie ludzkich bądź lisich wrzasków są w tej sztuce głównym powodem przerażenia widowni. Dla Londyńczyków wrzeszczące lisy zdają się być chlebem powszednim, dlatego pierwszy taki wrzask i komentarz wywołał tyleż samo strachu, co śmiechu. Prawdopodobnie każdy mieszkaniec Londynu jest z lisami za pan brat - dla mnie było to zaskakujące.

Ale faktem jest, że duszna atmosfera jednego pokoju, klimatyczna muzyka i nie do końca oczywiste relacje emocjonalne pomiędzy bohaterami, budują ten spektakl, a pojawiające się w najmniej oczekiwanych momentach wspomniane jump-scary budują poczucie narastającego niepokoju.

Jest klasycznie i zgodnie z regułami tego typu produkcji.


▪️Ja miałam okazję obejrzeć ostatnie przedstawienie w Apollo Theatre w Londynie, a w obsadzie Jamie Winstone (Jenny), Clifforda Samuela (Sam), Frankie Bridge (Lauren) i Ricky’ego Champa (Ben), choć we wcześniejszych obsadach można było zobaczyć m.in. Toma Feltona w roli Sama.

Nie oceniam aktorstwa jako wybitnego, ale na pewno było ono na bardzo wysokim poziomie. Nie było przerysowania, świetnie sportretowano bohaterów z ich małymi, charakterystycznimi cechami. Uwierzyłam im i chyba przestraszyliby mnie nawet, gdyby te lisy wyciąć ze scenariusza.


▪️ Ja jestem fanką opowieści o duchach, choć moja bujna wyobraźnia potrafi jeszcze wiele dni po takim spektaklu, książce czy filmie podpowiadać mi ukryte znaczenia pewnych zjawisk i każe widzieć rzeczy, które według części bohaterów „2:22 A Ghost Story” na pewno mają swoje racjonalne wytłumaczenie.


A może wcale nie…?



18 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Comentários


bottom of page