COCK / The Ambassadors Theatre w Londynie

▪️Moja - nazwijmy to - przygoda z najnowszym spektaklem wystawianym w Ambassador Theatre w Londynie rozpoczęła się dosyć niefortunnie od wpisania w wyszukiwarkę Google hasła „Play Cock”, co skończyło się głęboką traumą, czyszczeniem historii przeglądarki oraz płomiennym rumieńcem.

Przyznaję, że wyniki zaskoczyły mnie różnorodnością, wielością rozmiarów i kolorów i byłyby niezwykle pomocne, gdybym zechciała zająć się oficjalnie spisem powszechnym penisów, ale ja przecież nie o tym… nie o tym….


▪️Mike Bartlett - wielokrotnie nagradzany pisarz, mający na swoim koncie produkcje zarówno teatralne jak i telewizyjne napisał sztukę „Cock” w 2009 roku podczas miesięcznego pobytu w Mexico City.

Los rzucił go tam w sam środek wybitnie gejowskiej dzielnicy, więc spędzał każdą wolną chwilę poznając to środowisko dogłębnie w celach badawczych. Mike to twardy facet, więc zafascynował się nie tylko gejami, ale i krwawymi sportami odwiedzanego miasta - walki byków, walki kogutów, boks.

Walki kogutów są tam nielegalne wiec oglądał je oczywiście tylko online (oczywiście Mike, oczywiście…), ale to co najważniejsze to to, że w głowie Mike’a, jakimś dziwnym trafem, biegnąc niezbadanymi ścieżkami analiz i postępujących za nimi wniosków, kompletnie nie wiedzieć czemu oba te środowiska połączyły się w jedną myśl. Jak do tego doszło - nie wiem.

Wiem natomiast, że ten konkretny splot skojarzeń zapłodnił Mike’a pomysłem na sztukę o szukaniu tożsamości, walce o miłość, niełatwych relacjach międzyludzkich i zadającą fundamentalne pytanie: czy my naprawdę, do cholery, musimy się określać raz na zawsze?!


▪️John i M. są parą od ponad siedmiu lat i w ich związku dzieje się to, co dzieje się często. Dzieje się źle. Niby mieszkają razem, razem gotują, śpią, kochają się, ale tak naprawdę SĄ osobno. I to właśnie w momencie, kiedy ich związek upada - rozpoczyna się spektakl.

Bo koniec ich związku jest początkiem budzenia się świadomości zarówno Johna, jak i M. Świadomości, która zaprowadzi i ich i nas do momentu, w którym John staje pomiędzy M. i W. i będzie musiał wybrać pomiędzy kobietą swego życia, a… mężczyzną swego życia.


▪️To, co jest wyjątkowe w tej sztuce to ten twist - to nie będzie spoiler, to jest w każdym opisie sztuki - że związkiem wyjściowym jest relacja homoseksualna, w której dochodzi do zdrady, ale zdrady z kobietą. W tym punkcie to heteroseksualne zachowanie jest swego rodzaju wynaturzeniem, choć - musze to podkreślić - nie ma tutaj żadnej oceny jakiejkolwiek orientacji, jakichkolwiek wyborów.

Jest dyskusja.

Dyskusja nad celowością szufladkowania, określania się raz na zawsze ze swoimi poglądami, swoją tożsamością, orientacją.

Każdy z nas jest jakiś, ale czy to znaczy, że „taki sam przez cale życie”?


▪️Zdeklarowany gej nagle zaczyna odkrywać na nowo swoją seksualność, zaczyna zastanawiać się, czy jego wybory były właściwe.

I tutaj wchodzi ta wspomniana wcześniej walka kogutów czyli pojedynek o duszę. Pojedynek M. (Man) i W. (Woman) o Johna. Johna, który nie umie wybrać pomiędzy nimi, a który nagle staje się dla tej dwójki rodzajem trofeum.

Każde z nich puszy się i atakuje drugą stronę tak, jakby związek z Johnem miał przypieczętować wygraną nie samego M. czy W. ale konkretnej płci, ba! orientacji!

A w tym wszystkim oboje zapominają o Johnie, który w którymś momencie pyta:”Czy ja naprawdę muszę wybierać?” i ten wybór nie tyczy się związku, ale własnej tożsamości. Czy John musi się zadeklarować jako gej albo heteroseksualny mężczyzna, a może nie ma czegoś takiego jak stała orientacja? A może każdy ma orientację taką, jaka jest dla niego w tym momencie najszczęśliwsza, najlepsza? A może pojęcie orientacji seksualnej samo w sobie jest błędne, bo z zasady wrzuca ludzi do konkretnych przegrudek i nie pozwala im z nich wyjść?


▪️Aktorsko „Cock” w reżyserii Marianne Elliott jest naprawdę doskonały (choć muszę podkreślić, że ja nie miałam niestety szczęścia zobaczyć na scenie Tarona Egertona, a jedynie jego „understudy” Joela Harpera-Jacksona”), a scena seksu w tym spektaklu jest jednocześnie ujmująca, zabawna i prawdziwa, choć zdecydowanie budowana metaforą.

Johnathan Bailey (znany szerszej publiczności m.in. z serialu „Bridgerton”) daje z siebie absolutne sto procent zaangażowania w rolę, w emocje, a Jego ruch sceniczny zasługuje na specjalne wyróżnienie, bo sprawnie balansuje pomiędzy aktorstwem, a tańcem.

▪️I prawdopodobnie wszystko by mi w tym spektaklu pasowało, gdyby nie jedno ale: „Ale ja za dużo już widziałam”.

Niestety przez cały spektakl miałam nieustanne poczucie deja vu ze spektaklu „Betrayal” Jamiego Lloyda.

Pomijam już kwestię tematu (zdrada) oraz tego, że w spektaklu mamy trójkąt (dwóch mężczyzn i kobieta), ale! Oprawa spektaklu, minimalistyczna scenografia, budowanie jej części światłem, a jako „wisienka na torcie” dokładnie identyczna obrotowa scena i wręcz powtórzone „ujęcia” z tamtego spektaklu sprawiają, że całkiem poważnie zastanawiam się, czy to przypadek.


▪️Niezależnie jednak od tego, czy produkcja estetycznie - celowo lub nie - nawiązuje do inscenizacji sztuki Harolda Pintera z 2019 roku - na pewno mówi o zdradzie w zupełnie innym ujęciu i ta zdrada tutaj nie jest tematem, a jedynie przyczynkiem do podjęcia głębszej dyskusji.


▪️Od napisania sztuki minęło już kilkanaście lat i - na szczęście - dialog o płynności orientacji, o tożsamości płciowej, o poczuciu wyzwolenia ze sztywnych ram definicji jest już coraz częstszy. Tym bardziej „Cock” wydaje się być na czasie, bo przestaje być odbierany, jako kontrowersyjny, a zaczyna być po prostu ważny.




5 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie