PRISCILLA. KRÓLOWA PUSTYNI / Teatr Muzyczny Capitol we Wroclawiu

Zanim przejdę do kolejnej recenzji chciałabym napisać, że niezależnie od odbioru końcowego efektu, zachwytu bądź nie daną produkcją, zawsze pozostaję w podziwie i wyrazie wielkiego szacunku wobec ogromu pracy, jaką Twórczynie i Twórcy wkładają w przygotowanie każdej premiery.


***


▪️ Teatr Muzyczny CAPITOL od lat wyrabia sobie renomę muzycznego innego niż wszystkie, eksperymentuje, wystawia tytuły nieoczywiste, a tę nie oczywistość podkręca jeszcze zdecydowanie wysoce kreatywnym podejściem do każdej produkcji.

Czasem jednak mniej znaczy więcej i aż ciężko mi uwierzyć, że używam tego określenia w odniesieniu do premiery spektaklu o drag queens, bo czy można przesadzić przy tak przesadnie szalonym tytule, jak „Priscilla. Królowa Pustyni”?


▪️Tytułowa Priscilla to - wbrew pozorom - nie jest jedna ze wspomnianych już tutaj Drag Queens, a ich pojazd, którym przemierzają pustynię w pogoni za sukcesem, ale przede wszystkim za akceptacją i zrozumieniem, także samych siebie: krzykliwych diw na scenie i zagubionych ludzi poza nią.

W podróży w głąb własnych połamanych dusz Mitzi, Felicia i ich koleżanka trans- kobieta Bernadette napotykają całą masę odrażających, homofobicznych kreatur o zamkniętych umysłach. Okazuje się, że to nie drag królowe w swych disco kreacjach są dziwne. Dużo więcej zdziwienia budzą ludzie zamknięci na inność.


▪️Świat wykreowany przez twórców oryginalnego musicalu jest kolorowy, brokatowy, nierealnie wręcz przejrzysty i doskonale wpisują się w niego taneczne hity lat 80’ i 90’, z których ten musical typu jukebox jest skonstruowany.

Nie znaczy to, że brakuje mu głębi, bo pod ostrym makijażem i jaskrawymi strojami kryją się połamani psychicznie i emocjonalnie ludzie odrzuceni przez społeczeństwo.

„𝖳𝗁𝖾 𝗆𝗈𝗆𝖾𝗇𝗍 𝖨 𝗐𝖺𝗄𝖾 𝗎𝗉

𝖡𝖾𝖿𝗈𝗋𝖾 𝖨 𝗉𝗎𝗍 𝗈𝗇 𝗆𝗒 𝗆𝖺𝗄𝖾-𝗎𝗉

𝖨 𝗌𝖺𝗒 𝖺 𝗅𝗂𝗍𝗍𝗅𝖾 𝗉𝗋𝖺𝗒 𝖿𝗈𝗋 𝗒𝗈𝗎" śpiewa Mitzi i choć teoretycznie nie kieruje tego utworu do samej siebie - wydaje się on wybrzmiewać mocniej, gdy zdamy sobie sprawę, że bohaterowie codziennie mierzą się z odrzuceniem i „𝗆𝗈𝖽𝗅𝖺 𝗌𝗂𝖾" o spokój.


▪️ Tyle teorii, a jak to wygląda w praktyce?

Niestety w Capitolu powstała non-replika „Priscilli”, a zatem teatr mógł sobie pozwolić na daleko idące zmiany, a to nie wyszło musicalowi na dobre.

Jak wspominałam na początku historia dwóch drag queen i trans-kobiety podróżujących busem po pustyni opisana utworami disco sama w sobie jest już szaleńcza i fakt, że Capitol zechciał w tym szaleństwie pójść dalej, doprowadził do niemal całkowitego zatracenia sensu spektaklu, nieustającego poczucia chaosu, w którym ciężko jest cieszyć się muzyką, a estetyka daleko odbiega od tego, czego można by się spodziewać po tym dokładnie spektaklu.

Wybór pastelowych, momentami wyglądających na sprane, kolorów nie wydaje się być najlepszym pomysłem, dziwaczne kostiumy wprowadzają widownię w osłupienie, bo zdają się nie podlegać żadnym zasadom i porządkowi - są jak halloweenowa parada w przedszkolu, a zamiana tytułowej Priscilli ze zwykłego busa na coś jakby wielką perukę gigantycznego Muppeta, która zwisa z sufitu - to kuriozum.


▪️ Rozumiem potrzebę zaskakiwania widowni alternatywnym podejściem do tematu, niemniej jednak we wszystkim wskazany jest umiar, a tutaj go zabrakło.

Twórcy postanowili akcję przenieść do Polski, i - owszem - sytuacja społeczności LGBTQIA w naszym kraju wymaga nagłaśniania narastającej homofobii czy transfobii - ale poziom żartów z polskiej prowincji pozostawia wiele do życzenia, a mnie osobiście zastanawia, czy naprawdę konieczne jest pogłębianie podziałów poprzez narzucanie - z założenia wielkomiejskiej - publiczności Wrocławia wyśmiewania Wałbrzycha czy Wielunia? Czuję niesmak.


▪️Jednak przy okazji przeniesienia akcji musicalu do Polski pojawia się znacznie mocniejszy niż wspomniany powyżej zgrzyt - zgrzyt, który stawia pod znakiem zapytania główne założenie wrocławskiej inscenizacji.

Piosenki w inscenizacji Teatru Capitol nie zostały przetłumaczone. Moim zdaniem jest to ogromny błąd logiczny (przeniesienie akcji do Polski tylko po to, by i tak większość spektaklu była w języku angielskim wydaje się być zabiegiem absurdalnym) ale także natury czysto praktycznej - napisy wyświetlane nad sceną są niedostępne dla pierwszych rzędów, a dalsze rzędy mają do wyboru - skupić się na niełatwej do ogarnięcia scenie, lub czytać napisy.


▪️ W tym miejscu dochodzimy do dwóch kwestii: wokale i choreografia.

Nie jestem muzykiem, więc nie będę oceniała umiejętności wokalnych aktorów, choć faktycznie w kilku momentach wyczuwałam mocny spadek wokalnej formy podczas solówek. Natomiast zdecydowanie trzy divy: Justyna Woźniak, Ewa Szlempo-Kruszyńska i Małgorzata Walenda - wyróżniały się na tle reszty silnymi głosami i lekkością wokalną. Niestety moje usilne próby wyłapania tekstu podczas utworów wykonywanych grupowo (a jest ich większość) skończyły się fiaskiem i - chcąc nie chcąc - zmuszona byłam zerkać w górę na napisy, co całkowicie mnie rozkojarzyło, ale też zwyczajnie pozbawiło możliwości uzyskania pełnego obrazu tego, co dzieje się na scenie.

A na scenie dzieje się dużo.

Dużo za dużo.

Gros czasu nie mogłam pozbyć się wrażenia, że oglądam „The Play That Goes Wrong”.

Momentami pokazuje się nam kilka planów, z których każdy jest równoważny, a po scenie przebiega wciąż ten sam, zdezorientowany tłum.

Nieustające poczucie przytłoczenia ogromem bodźców powoduje zmęczenie i nie pozwala w pełni docenić choreografii, która faktycznie w niektórych momentach jest całkiem przyjemna.

Za dużo jest też w tym spektaklu seksu pokazanego mówiąc najkrócej brzydko i pozbawionego sensualności.


▪️Nie mogę jednoznacznie powiedzieć, że „Priscilla. Królowa pustyni” jest spektaklem złym, ale na pewno jest spektaklem, który wzbudza skrajne emocje. Pierwszy raz byłam świadkiem wychodzenia widowni podczas spektaklu, ale też - z drugiej strony - spotkałam się z bardzo entuzjastycznymi opiniami. Wydaje się zatem, że - choć dla wielu ta estetyka będzie nieprzyswajalna - propozycja Teatru Capitol znajdzie również swoich zagorzałych fanów.

Do mnie to, co zobaczyłam nie przemówiło wcale i już na etapie pojawienia się plakatu czułam, że ta estetyka daleka jest od moich oczekiwań. Niemniej jednak zachęcam, by nie wyrabiać sobie opinii bez zobaczenia spektaklu osobiście. Idźcie, zobaczcie i dajcie koniecznie znać, czy wizja Cezarego Tomaszewskiego Was zachwyciła czy wręcz przeciwnie.

Jestem bardzo ciekawa.



5 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie