ANIA Z ZIELONEGO WZGÓRZA / Teatr Dramatyczny w Warszawie

Po moim udanym debiucie w roli pluszowej żaby i zdobyciu przez nasz zespół teatralny Lauru Złotej Rybki przyszedł czas na sławę i bogactwo, a przynajmniej na lawinę pochwał ze strony rozentuzjazmowanych nauczycielek oraz zazdrosnych spojrzeń koleżanek i kolegów, którym los poskąpił talentu (sesesese).

W ramach nagrody za rozsławienie imienia szkoły w Świecie bardziej nawet niż jej patron: Szanowny Feliks Nowowiejski, otrzymaliśmy wyjazd do PRAWDZIWEGO Teatru.

W 1992 roku w Teatr Powszechny w Łodzi na afisz wszedł musical na podstawie powieści Lucy Maud Montgomery “Ania z Zielonego Wzgórza”, a ja - dwunastoletnia wówczas - siedziałam na widowni oczarowana. Mój pierwszy musical. Moja pierwsza miłość.


Chociaż atrakcji podczas tego wyjazdu było pewnie sporo, bo to prawdopodobnie właśnie wtedy odwiedziliśmy Warszawę i pierwszy w Polsce McDonald, więc sami rozumiecie, że to był wyjazd all inclusive, a warto zaznaczyć, że poza obrazami zatrzymanymi w pamięci nie ma na to żadnych dowodów, gdyż wtedy wciąż nie było Internetu, Instagrama, a nawet telefonów komórkowych (dinozaury już wprawdzie były na wymarciu, ale skoro do Was piszę, to łatwo zauważyć, że nie wszystkie...) - ja pamiętam tylko Anię śpiewającą: „Wiec pędźmy do szkooOoły…


Wstyd przyznać, ale grupa dzieciaków z małego miasteczka za nic miała prawa autorskie i z premedytacją (oraz niestety przy pełnej zgodzie opiekunek...) nagrała kilka piosenek ukrytą kamerą (czy ktoś tu pamięta VHSy?!) za co ogromnie z tego miejsca przepraszam Teatr Powszechny, choć możliwości przyglądania się kochanej Ani jeszcze długo po powrocie z wycieczki absolutnie nie żałuję!


Co ciekawe dopiero po niemal trzech dekadach od tamtego wydarzenia dowiedziałam się, że Ania była debiutem scenicznym wspaniałej aktorki: Gabrieli Muskały! Panią Gabrielę oglądałam później wielokrotnie na deskach łódzkich teatrów (bo mnie los w 96’ rzucił na stałe do Łodzi) i we wspaniałych filmach, jak chociażby “Fuga”, czy “Moje córki krowy”. Ciepło mi na sercu, że to właśnie Ona była “moją” Anią.

Pani Gabrielo! Dziękuję!


Jest tu może ktoś, kto też wtedy zakochał się w Ani?




1 wyświetlenie0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie